Pierwsza piosenka z debiutanckiego albumu Queen’s z 1973 roku nosi tytuł „Keep Yourself Alive”. Nawet teraz, 23 lata po śmierci lidera Queen, Freddiego Mercury, ten tytuł rzuca prześladujący cień na spuściznę zespołu. Dzięki dowolnej metodzie księgowania Queen jest jedną z najpopularniejszych i najbardziej uwielbianych grup rockowych w historii. Trudno sobie wyobrazić, nie mówiąc już o nazwie, zespół, który podjął bardziej sprzeczną i sprzeczną ścieżkę do superstardu. W czasach, gdy zmęczona powaga była rodem z rocka, Merkury i firma podkreślały ekstrawagancje. Ale w przeciwieństwie do jej współczesnych w ruchu glamowym lat 70., Queen wiedziała, jak połączyć teatralne przedstawienie z pompą i okolicznościami (nie wspominając o wirtuozowskich kotletach) progresywnego rocka. „Keep Yourself Alive”, który jest także pierwszym singlem Queen, trąbiło nadejście zespołu w czasie, gdy jego członkowie wciąż walczyli ze scenografami w Londynie. Ale muzyka Queen nigdy nie polegała na przeżyciu. Chodzi o czerpanie przyjemności z życia i nasycanie się obfitością, dekadencją i subtelniejszymi punktami widocznej konsumpcji – nawet jeśli, a zwłaszcza kiedy, oznacza to udawanie, dopóki tego nie zrobisz.

Sztuczność odgrywa dużą rolę w apelacji Queen. Urodzony w Merkury Farrokh Bulsara w Zanzibarze (obecnie Tanzania) przed spędzeniem dzieciństwa w Indiach, a następnie przeniósł się do Anglii, gdy miał 17 lat, był mistrzem odradzania się, a on ucieleśniał teopijską jakość znajdowania się przez maski, które nosi. Queen nie tylko charakteryzuje się wylewnością rollercoastera „Keep Yourself Alive”, przechodzi przez tyle zmian w szafie, jak Merkury był znany na scenie: Galopująca fantazja „Wielkiego Króla Szczura” przechodzi w przestronną, wirującą „My Fairy” King „i to tylko jeden z wielu oszałamiających przykładów zwinności i ambicji zespołu. Po roku później Queen II pogrążyła się jeszcze głębiej w mitologicznych tematach i zakresie, ale tam, gdzie tak wiele kapel progresywnych w tamtym czasie mogło być nieporęcznych w ich wspaniałości w stylu Tolkiena, Merkury był jak Piotr Pan z frontu wzmacnianej orkiestry kameralnej. Początkowo Queen była ledbem Led Zeppelin, ale jedyne, co Mercury i gitarzysta Brian May czerpali z Roberta Planta i Jimmy’ego Page’a, to silna dynamika pisania piosenek i skłonność do epickich. Poza tym nigdy wcześniej nie słyszano niczego podobnego do Queen.

Rok 1974 był rokiem sztandarowym dla Queen. Jeszcze nie tak bardzo bliscy bycia supergwiazdami, Merkurego i May-ably podnieceni przez basistę Johna Deacona i perkusistę, wokalistę Rogera Taylora, obaj świetni autorzy piosenek na własnych prawach, którzy z pewnością przyczyniliby się do dużego wkładu do stabilnej grupy klasycznej Queen II. jako Sheer Heart Attack. Ta ostatnia płyta zaostrzyła skupienie Queen’s z przebojem, który stał się jego autorską piosenką, ozdobną, wystawną „Killer Queen”, a także prime-thrashowym klejnotem „Stone Cold Crazy” (później nakryty przez Metallikę, która nie musiała zrobić wiele dla tej piosenki, aby brzmiała jak jedna z nich). Szereg koncertów z tego roku jest ujęty w nowej wersji Live At The Rainbow ’74, która pokazuje mocne strony Queen’a jako koncert – ale także niektóre z jego słabości. W tym momencie grupa pracowała coraz bardziej ze złożonymi aranżacjami, skomplikowanymi warstwami overdubów i strzelistych harmonii, które musiały zostać rozebrane do kości w żywym otoczeniu.

Ta ponadprzeciętna udźwiękowienie osiągnęła swój szczyt na dwóch następnych albumach Queen, 1975’s A Night At The Opera i 1976’s A Day At The Races. Ożywiony sukcesem „Killer Queen” i faktem, że fani po obu stronach Atlantyku w końcu nauczyli się trawić nadmierne dźwięki zespołu, Mercury rozpuścił swój najbardziej znany utwór „Bohemian Rhapsody”, piosenkę, która walczyła z tym samym głębia pomysłu i emocji, do których strzelał Pink Floyd, a jednocześnie sprawiała, że ​​było to magicznie zabawne. Przytłaczający triumf „Bohemian Rhapsody” nigdy nie przyćmił pracochłonnej, nowatorskiej pracy studyjnej, która weszła w jego powstanie – ale przyćmił A Night At The Opera jako całość. Słodki, serdeczny „You’re My Best Friend” stał się także hitem, losem, na który zasługiwała jakakolwiek liczba doskonałych utworów na albumie, w tym ostrym, szyderczym „Death On Two Legs (Dedicated To …)”, jednym z najbardziej jadowite pocałunki w historii muzyki popularnej. A Day At The Races wydał kolejną ponadczasową Queen śpiewającą w formie szklistej duszy „Somebody to Love” – ​​obok pięściowego rocka twardego jak „Tie Your Mother Down”. Nadal czuje się jak Queen działająca w miejscu za pierwszym razem, zamiast rozciągać się do przodu.

Kolejny kwantowy skok Queen przyszedł w 1977 roku z News Of The World. Tak jak punk eksplodował wokół niego – i ogłaszając zespoły takie jak Queen nadęta i nieistotna – Merkury i kompani bezlitośnie wyrzeźbili swój dźwięk w surowym, gotowym do stadionu dudnieniu „We Will Rock You” i jego wspaniałym, yin-yangowym odpowiedniku, ballada „We Are The Champions” – ta ostatnia nadaje słodko-słodko-gorzki ton w piosence, która w przeciwnym razie robi pięści. A w „Sheer Heart Attack” zespół wydaje nawet własną muzykę punkową, ale z wybuchami dziwactwa i sci-fi. Jazz w 1978 r. Nie był tak dobry, ale jego nieustraszony marsz na niezbadane terytoria, w tym wielojęzyczny, kulturalny „Mustapha” i retro-futurystyczny hołd Elvisa Presleya „Dreamers Ball”, wzmocnił niesławnie popularne „Fat Bottomed Girls” i „Race Rowerowe”, które pozostają dwoma najdziwniejszymi hitami w katalogu Queen. Grupa nie tylko wystrzeliła na wszystkie konceptualne cylindry, ale umocniła swoją wyjątkową pozycję w panteonie rocka: zespół uwielbiał miliony, ponieważ był zszokowany i zaskoczony, mimo to.

Praca pośrednia

Lata 80. nie uderzyły w Queen tak bardzo, jak Queen uderzyły w lata 80. Bujne brzmienie zespołu wydawało się dostosowane do lat siedemdziesiątych, ale elegancka, lśniąca nowa dekada była dla zespołu okazją do ponownego odkrycia na nowo. Gra pojawiła się w 1980 roku i nie tylko złamała narzuconą przez grupę zasadę „bez syntezatora”, ale zrobiła to radośnie i bez ironii. Ale na każdy poplamiony syntezatorem, symfoniczny krój ekshibicjonizmu, jak na tytułowym utworze płyty, kryją się ciekawostki, takie jak kryształowy funcik „Another One Bite The Dust” (który pożyczył od Chic w 1979 r. Dyskotekowy „Good Times”) i porywający , zaskakująco wierny rockabilly z „Crazy Little Thing Called Love”. Z typową przewrotnością Queen, odstające stały się największymi hitami płyty. W czasach, gdy większość rockowego establishmentu i fandomu gwałtownie odrzucało dyskotekę, jeden z najbardziej widocznych zespołów rockowych rzucał dyskotekę w ich twarze – a jednocześnie równoważąc ją kiwnięciem głowy do rockowych korzeni z lat 50. XX wieku. To czysta brawura, element, który powinien być wymieniony w notatkach liniowych The Game obok gitar i perkusji. W tym roku ukazało się również wydanie ścieżki dźwiękowej grupy do filmu Flash Gordon, brawurowo brzmiącego kosmicznego opera, które pasuje do Queen jak rękawica.

Narkotyki, ego i dźwignia, by zrobić wszystko, co chciały, przyczyniły się do mieszanych rezultatów kolejnych dwóch albumów Queen. Hot Space z 1982 roku i The Works z 1984 roku były przykładem dwóch skrajności zespołu we wczesnych latach 80.: Hot Space jest plastyczny, bez tarcia i asertywnie erotyczny, a The Works to powrót do hymnu arena-rock. Każdy album, na swój własny sposób, o ile jest lepszy niż zwykle przypisywany; ich główną wadą jest ogólny brak różnorodności wśród utworów, przynajmniej w porównaniu z feerią bezczelności, która towarzyszyła wcześniejszym albumom. To powiedziawszy, Hot Space urodziła jedną z najbardziej nieusuwalnych pieśni Queen – a także Davida Bowiego. „Under Pressure”, współpraca Queen / Bowie, która stała się równoznaczna z obiema, przyniosła dwa najbardziej nieosiągalne występy popów i ugruntowała je w prostocie i emocjonalnej wrażliwości, wszystkie powiązane z nieśmiertelnym hakiem basowym Deacona.

Pozostałe albumy Queen z lat 80., A Kind Of Magic i The Miracle, ukazały się odpowiednio w 1986 i 1989 roku. Pomiędzy tymi latami, w 1987 r., Zdiagnozowano u Merkurego AIDS. Wiadomości na początku były tajne, ale wkrótce choroba stała się zbyt ciężka, by się ukryć. W związku z tym mamy zmęczenie A Kind Of Magic i The Miracle, które są od czasu do czasu żywotne jedynie dzięki gwiezdnym utworom typu „Who Wants To Live Forever” i „Princes Of The Universe”, dwóm utworom z gry A Kind Of Magic, które pojawiły się również na ścieżce dźwiękowej do film fantasy z 1985 roku, Highlander. Z tragiczną synchronicznością, „Kto chce żyć wiecznie”, wraz z „Zachowajcie sobie życie”, wydawało się księgować karierę Mercury’ego; Ostatni album Queen z nim na czele, lekki, nieskazitelny Innuendo z 1991 roku, wyszedł na dziewięć miesięcy przed śmiercią Mercury 24 listopada 1991 roku. Cztery lata później Queen wydała album Made In Heaven, pośmiertnie zawierający piosenki, nad którymi pracował Mercury i częściowo nagrane przed śmiercią. Jako rekord, jest tak nierówny, jak sugerowałaby to jego produkcja; jako spóźniony epitaf dla Merkurego, utwory takie jak „Too Much Love Will Kill You” są równie mrożące, jak i odważne.

Zaawansowane studia

Queen bez Merkurego to nie Queen. Ale to nie powstrzymało May, Deacon i Taylora przed kontynuacją pod tym imieniem po śmierci Merkurego, a ich prawo do tego nie zmniejsza słabego charakteru nagrań trio z innymi piosenkarzami. Najbardziej znany jest Paul Rodgers ze sławy Free and Bad Company – niezrównany piosenkarz na swój sposób – ktoś, kogo bluesowy zgrzyt nie sprawia, że ​​2008 The The Cosmos Rocks (wydany pod pseudonimem Queen + Paul Rodgers) zdalnie zbliżają się do poprzedniej wielkości każdego zaangażowanego. Drugie miejsce w American Idol Adam Lambert jest ostatnim poborowym królem, a jego głos i występ na scenie są bliższe Merkurego niż kiedykolwiek Rodgersowi, jednak oryginalni członkowie zespołu wydają się wystarczająco mądrzy, by nie spieszyć się z nagraniem albumu z nim. ; Nadchodzący album Queen, Queen Forever, składa się z bezpańskich utworów śpiewanych przez Mercury, ale nigdy nie wydanych. Bez względu na to, jak pozostali fundatorzy Queen zdecydują się traktować swoje dziedzictwo, ich pieśni z Merkurym – nasycone czystą żądzą istnienia w całym jej szczęściu, nieszczęściu i chwalebnej niepewności – są potężne i wystarczająco trwałe, aby wyjść poza to wszystko.